Rosja: Parlament Ukrainy i biuro prezydenta nie będą celami
Ministerstwo Spraw Zagranicznych Federacji Rosyjskiej ogłosiło rozpoczęcie systematycznych ataków na obiekty kompleksu wojskowo-przemysłowego w Kijowie. Jednocześnie zaleciło cudzoziemcom jak najszybsze opuszczenie stolicy Ukrainy, a mieszkańcom miasta unikanie infrastruktury wojskowej i administracyjnej.
Rosja nie uderzy w parlament i biuro prezydenta Ukrainy
W wywiadzie dla "Gazety Parlamentarnej" członek komisji ds. obrony w rosyjskiej Dumie Andriej Kartapołow przekazał, że celem rosyjskich sił zbrojnych w Kijowie nie będzie budynek parlamentu ani kancelaria prezydenta.
"Rada Najwyższa nie stanowi ośrodka podejmowania decyzji – tak, jak na przykład w Rosji nie jest nim Duma Państwa. Deputowani nie kontrolują wojska i nie określają, kiedy i gdzie uderzać" – tłumaczył Kartapołow.
"To samo można powiedzieć o biurze prezydenta Ukrainy. My przecież wszyscy rozumiemy, że Zełenski się tam nie pojawia. Siedzi w bunkrze, a w biurze są dwaj ochroniarze i pięć sprzątaczek. Czy jest sens tracić cenną amunicję na to w zasadzie puste miejsce?" – dodał deputowany.
Ataki na dowodzenie i przemysł zbrojeniowy w Kijowie
Rosjanin rozwinął, że tamtejszy resort spraw zagranicznych, zapowiadając systematyczne ataki na cele w stolicy Ukrainy, miało na myśli stanowiska dowodzenia Sił Zbrojnych Ukrainy, służb bezpieczeństwa, w tym agencji rządowych. Jak dodał, zaznaczył obiekty te "nie znajdują się w centrum Kijowa".
Kartapołow powiedział, że są to ukryte i dobrze zabezpieczone punkty, a celem wojsk rosyjskich jest teraz je zidentyfikować i zdemaskować.
Polityk został zapytany o to, czy celem ataków może być prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski, ale nie odpowiedział wprost. Tłumaczył, że nie ma sensu "zajmować się domysłami i gdybaniem".
"To, czy Wołodymyr Zełenski stanie się celem zamachu, może przesądzić tylko jedna osoba: nasz Naczelny Dowódca. Dlatego wolałbym nie spekulować na ten temat" – powiedział Andriej Kartapołow.